Chociaż dziś Cię nie chcę. Wiesz, możesz wyjechać na drugi koniec świata. Dla mnie to będzie okej. Będę trochę tęskniła, ale to nic. Bo ja wiem, że kiedyś będziesz.
Przepraszam,
ale nie potrzebuję Cie w tej chwili. Czuję się pełna. Jakbym wypiła kilka dobrych litrów słodkiej coli. Jest cudownie, ale muszę odpocząć. Muszę zatęsknić za Twoim zapachem skóry i szorstkim zarostem. Znasz to uczucie kiedy budzisz się po dobrym melanżu i bierzesz pierwszy łyk lodowatej wody z lodówki. Co ja gadam, ona nawet nie musi być zimna ani z lodówki. Po prostu - woda na kacu. Wypełnia Twoje policzki, gardło, przełyk, żołądek milimetr po milimetrze.
Jeden łyk - cudownie. Drugi łyk - genialnie. Trzeci łyk - bosko. Czwarty łyk - muszę wrócić do łóżka, albo zaraz zwrócę wczorajszego subway'a.
Tak jest z Tobą. Pragnę Cię, ale teraz to już tak jakbym wypiła świeżo wyciskany sok z pomarańczy za 15,70 zł z drogiej hipsterskiej knajpy na placu zbawiciela... a potem ktoś mi wciskał jakąś tanią oranżadę.
Jestem próżna. W XXI wieku albo ktoś jest ciotą albo jest egoistą. Ciotka Ci mówi, skończ studia, zrób karierę. Matka - załóż firmę. Ojciec krzyczy, żebym jeszcze na jakiś staż do USA skoczyła. Dziadek daję mi pieniądze na wycieczkę do Egiptu
-"Próbuj wnusiu nowych smaków"
Koleżanka opowiada o wielkim czarnym k..oledze zapoznanym na meetingu pracowniczym 30 km od Warszawy. Sąsiadka jeszcze dorzuca, że mi się chyba ostatnio dobrze powodzi, bo taka okrąglutka się zrobiłam.
Nikt mi nie powiedział
-"Kochaj, doceń, szanuj. Siebie i osoby, który są przy Tobie w tym całym popieprzonym maratonie. Te osoby, które znoszą Twój humor po ciężkim dniu w pracy. Te osoby do których dzwonisz, żeby powiedzieć, że mają kupić papier do różnych ważnych życiowych czynności. Ci, którym możesz powiedzieć wszystko i nic, a one i tak dalej są. "
Więc Skarbie pamiętaj, Kocham Cię,
od jutra