sobota, 6 lutego 2016

The Less I Know The Better

Im mniej wiemy tym lepiej. Im mniej myślimy tym łatwiej. Im mniej mamy, tym mniej potrzebujemy. Im mniej się staramy, tym mniej szkoda. Zwykle myślałam, że mniej znaczy więcej. Wiecie w takim sensie, że wolałam mówić mniej niż za dużo. Na egzamin z matematyki *który i tak nie zdałam* wolałam za bardzo się nie stresować, bo i tak przecież umiem za MAŁO. Myślałam, że jak będę jeść mniej, to wraz ze znikającym tłuszczem - znikną problemy. Tak jak z tymi zakupami, wolałam mniej wydać na bluzkę, żeby potem kupić sobie butelkę wina i paczkę szlugów. Bywało też tak, że myślałam, że jak kupię tylko jedną paczkę szlugów, to starczy mi na dłużej. I tak w kółko. Zawsze było mi czegoś za mało. Od jedzenia i papierosów, po słowa i czyny. Okazało się niezbyt trafnie, że to mało mi w życiu nie wystarcza. Że palę więcej niż jedną paczkę szlugów dziennie i że nie najem się jedną bułką, tylko trzema, no dobra, czasem czterema. Potem na studiach też wszystko legło w gruzach, no bo trzeba się trochę postresować, żeby zaliczyć na tą tróję. Wpadałam w skrajność. Bo jak myślałam, że potrzebuję mało, to potem potrzebowałam dużo. STRASZNIE dużo. I było mi lepiej jak miałam więcej pieniędzy, jak mówiłam wszystkim co myślę i co myśleć nawet nie powinnam. Chciałam wszystkiego. Może nawet czegoś więcej. Czegoś czego nikt nie ma. Posiadać to coś, co sprawi, że czuję, że mam wszystko. Być syta. Też niektórzy mówią, że chciałam po prostu żyć.

I co?
Gówno

Jak zwykle. Okazało się, że nie trzeba mieć wszystkiego. Okazało się też, że trzeba coś jednak tam mieć. Złoty środek. 
Czyli że mam kupić pączka i zjeść 1/2 rano, i 1/2 wieczorem, tak ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz