sobota, 9 kwietnia 2016

See You Latter

Chciałabym Cię zobaczyć jeszcze raz. Nie wiem czy dzisiaj wieczorem czy za miesiąc na przystanku. Chcę wiedzieć, że będziesz w przyszłości. Będziesz moim pewniakiem, tak jak codzienna czarna, rozpuszczalna kawa w pracy.
Chociaż dziś Cię nie chcę. Wiesz, możesz wyjechać na drugi koniec świata. Dla mnie to będzie okej. Będę trochę tęskniła, ale to nic. Bo ja wiem, że kiedyś będziesz.

Przepraszam, 
ale nie potrzebuję Cie w tej chwili. Czuję się pełna. Jakbym wypiła kilka dobrych litrów słodkiej coli. Jest cudownie, ale muszę odpocząć. Muszę zatęsknić za Twoim zapachem skóry i szorstkim zarostem. Znasz to uczucie kiedy budzisz się po dobrym melanżu i bierzesz pierwszy łyk lodowatej wody z lodówki. Co ja gadam, ona nawet nie musi być zimna ani z lodówki. Po prostu - woda na kacu. Wypełnia Twoje policzki, gardło, przełyk, żołądek milimetr po milimetrze.
Jeden łyk - cudownie. Drugi łyk - genialnie. Trzeci łyk - bosko. Czwarty łyk - muszę wrócić do łóżka, albo zaraz zwrócę wczorajszego subway'a.
Tak jest z Tobą. Pragnę Cię, ale teraz to już tak jakbym wypiła świeżo wyciskany sok z pomarańczy za 15,70 zł z drogiej hipsterskiej knajpy na placu zbawiciela... a potem ktoś mi wciskał jakąś tanią oranżadę.

Jestem próżna. W XXI wieku albo ktoś jest ciotą albo jest egoistą. Ciotka Ci mówi, skończ studia, zrób karierę. Matka - załóż firmę. Ojciec krzyczy, żebym jeszcze na jakiś staż do USA skoczyła. Dziadek daję mi pieniądze na wycieczkę do Egiptu
-"Próbuj wnusiu nowych smaków"
Koleżanka opowiada o wielkim czarnym k..oledze zapoznanym na meetingu pracowniczym 30 km od Warszawy. Sąsiadka jeszcze dorzuca, że mi się chyba ostatnio dobrze powodzi, bo taka okrąglutka się zrobiłam.

Nikt mi nie powiedział
-"Kochaj, doceń, szanuj. Siebie i osoby, który są przy Tobie w tym całym popieprzonym maratonie. Te osoby, które znoszą Twój humor po ciężkim dniu w pracy.  Te osoby do których dzwonisz, żeby powiedzieć, że mają kupić papier do różnych ważnych życiowych czynności. Ci, którym możesz powiedzieć wszystko i nic, a one i tak dalej są. "

Więc Skarbie pamiętaj, Kocham Cię,
od jutra






niedziela, 27 marca 2016

Beautiful Women Cannot Exist

Czy Was też bolała głowa, serce, dusza i jeszcze kilka innych części ciała od pięknych kobiet ? Dodam, że ta piękna kobieta jest z Waszego miasta. Jest młoda, zabawna, przyjacielska i idealna. Oczywiście osiągnęła sukces w życiu, jest szczęśliwa i spędza właśnie wieczór z Waszym facetem i Waszymi przyjaciółmi. Wszyscy zazdroszczą jej pieniędzy, urody i charakteru.
Mnie skręca się ogromna gula nienawiści, zazdrości i bezradności. Dlaczego tak piękne kobiety mają prawo istnieć w tym świecie. Jak Ja Szara, średniej jakości kobieta mam sobie poradzić. Jak mam czuć się piękna skoro taka nie jestem? Jak mam nie zazdrościć "tym" niesamowitym istotom, skoro wszyscy tylko o nich mówią?
Nigdy nie potrafiłam zaakceptować siebie. Teraz sobie myślę. Przestań jest nadzieja.
-Pójdę na solarium
-Zrobię roczny trening z sexy trenerem
-Zapiszę się na operację plastyczną do Szczyta na rok 2039
-Nauczę się 5 języków i pójdę na kurs pewności siebie

Tak, następnie stanę naprzeciwko takiej dziuni i powiem
-Cześć Piękna, idziemy razem do Balu?

Może nie powinnam tyle jeść bigosu w te święta, bo teraz czuję tylko jedno. Albo muszę to wszystko zwrócić albo powinnam na to wszystko się wysrać.

I to porządnie.

Besos i uważajcie na te słodkie, szczupłe, z idealnym zgryzem i talią nr 60. ONE GRYZĄ, ale są zaszczepione, więc może uda Wam się przejść przez to bez wścieklizny.

sobota, 6 lutego 2016

The Less I Know The Better

Im mniej wiemy tym lepiej. Im mniej myślimy tym łatwiej. Im mniej mamy, tym mniej potrzebujemy. Im mniej się staramy, tym mniej szkoda. Zwykle myślałam, że mniej znaczy więcej. Wiecie w takim sensie, że wolałam mówić mniej niż za dużo. Na egzamin z matematyki *który i tak nie zdałam* wolałam za bardzo się nie stresować, bo i tak przecież umiem za MAŁO. Myślałam, że jak będę jeść mniej, to wraz ze znikającym tłuszczem - znikną problemy. Tak jak z tymi zakupami, wolałam mniej wydać na bluzkę, żeby potem kupić sobie butelkę wina i paczkę szlugów. Bywało też tak, że myślałam, że jak kupię tylko jedną paczkę szlugów, to starczy mi na dłużej. I tak w kółko. Zawsze było mi czegoś za mało. Od jedzenia i papierosów, po słowa i czyny. Okazało się niezbyt trafnie, że to mało mi w życiu nie wystarcza. Że palę więcej niż jedną paczkę szlugów dziennie i że nie najem się jedną bułką, tylko trzema, no dobra, czasem czterema. Potem na studiach też wszystko legło w gruzach, no bo trzeba się trochę postresować, żeby zaliczyć na tą tróję. Wpadałam w skrajność. Bo jak myślałam, że potrzebuję mało, to potem potrzebowałam dużo. STRASZNIE dużo. I było mi lepiej jak miałam więcej pieniędzy, jak mówiłam wszystkim co myślę i co myśleć nawet nie powinnam. Chciałam wszystkiego. Może nawet czegoś więcej. Czegoś czego nikt nie ma. Posiadać to coś, co sprawi, że czuję, że mam wszystko. Być syta. Też niektórzy mówią, że chciałam po prostu żyć.

I co?
Gówno

Jak zwykle. Okazało się, że nie trzeba mieć wszystkiego. Okazało się też, że trzeba coś jednak tam mieć. Złoty środek. 
Czyli że mam kupić pączka i zjeść 1/2 rano, i 1/2 wieczorem, tak ?